Sebastian Orwicz — człowiek, który pamięta
Sebastian od początku miał być bohaterem bardzo bliskim temu światu, który sam znam, dlatego chyba nigdy nawet poważnie nie rozważałem, żeby nadać mu jakieś zagraniczne imię, osadzić go w Nowym Jorku, Los Angeles, Tokio czy gdzieś po drugiej stronie świata i udawać, że właśnie stamtąd najlepiej potrafię opowiadać o człowieku, jego lękach, rodzinie i codzienności. Urodziłem się w Polsce, tutaj mieszkam i tutaj chcę mieszkać, dlatego to właśnie Polska jest dla mnie naturalnym początkiem historii, miejscem, którego język, ludzi, drogi, miasta i zwykłe zachowania znam najlepiej.
Nie mam nic przeciwko historiom osadzonym w Ameryce, Azji czy Afryce, ale sam nie czuję potrzeby uciekania tak daleko tylko po to, żeby książka wydawała się bardziej światowa. Znacznie bardziej zależy mi na tym, żeby była prawdziwa, dlatego nawet jeśli później bohaterowie jadą do Holandii, Islandii czy w inne miejsca, chcę, żeby ich początek był tutaj, żeby mieli polskie nazwiska, polskie doświadczenia i tę codzienność, którą sam potrafię poczuć bez otwierania mapy czy przewodnika.
Myślę, że właśnie dlatego również w przyszłości moi główni bohaterowie najczęściej będą Polakami albo Polkami, a ich historie będą zaczynały się w Polsce. Nie dlatego, że świat kończy się na naszych granicach, tylko dlatego, że każda dobra historia musi mieć gdzieś swoje prawdziwe korzenie, a moje są właśnie tutaj.
Imię Sebastian również nie pojawiło się przypadkiem. Oczywiście jest moim imiennikiem i od początku wiedziałem, że część osób będzie się zastanawiać, ile mnie jest w nim samym, ale chyba właśnie to było w tym dla mnie ciekawe. Nie chciałem pisać autobiografii ani budować literackiej wersji samego siebie, tylko stworzyć człowieka, któremu mogę dać pewne emocje, sposób patrzenia na świat, może czasem reakcję, którą sam rozumiem, a później wrzucić go w sytuacje, w których nigdy nie chciałbym się znaleźć.
Sebastian Orwicz nie jest więc mną, chociaż prawdopodobnie ma we mnie więcej niż niektórzy inni bohaterowie. Ma pewne moje spojrzenie na rodzinę, lojalność, odpowiedzialność i ten rodzaj uporu, który czasami każe człowiekowi iść dalej nawet wtedy, kiedy rozsądek podpowiada już zupełnie coś innego. Jednocześnie dostał ode mnie życie, którego sam nigdy nie przeżyłem, błędy, których nie popełniłem, i decyzje, z którymi sam nie wiem, czy potrafiłbym sobie później poradzić.
Nie chciałem też, żeby był bohaterem dlatego, że niczego się nie boi, bo tacy ludzie są dla mnie po prostu mało interesujący. Znacznie bardziej zależało mi na człowieku, który się boi, czasami bardzo, ale mimo tego strachu nie potrafi odwrócić się od ludzi, których uważa za swoich. Sebastian nie marzy o wielkiej misji, nie chce ratować świata i nie budzi się rano z potrzebą zostania bohaterem, tylko chce ochronić rodzinę, odzyskać normalność i zrozumieć, dlaczego jego życie w pewnym momencie zaczęło rozpadać się na kawałki.
Problem polega na tym, że każda kolejna odpowiedź prowadzi go coraz dalej, a im więcej wie, tym mniej ma możliwości, żeby po prostu zawrócić i udawać, że nic się nie wydarzyło.
Najważniejsza jest dla niego lojalność, ale nie taka, o której łatwo mówi się przy stole, kiedy wszystko jest dobrze. Interesowała mnie lojalność sprawdzana wtedy, kiedy pozostanie przy drugim człowieku naprawdę coś kosztuje, kiedy trzeba narazić siebie, wejść do miejsca, z którego można już nie wrócić, albo podjąć decyzję, z którą później będzie trzeba żyć przez resztę życia.
I właśnie dlatego Sebastian nie jest niezniszczalny, bo każda rzecz, przez którą przechodzi, coś w nim zostawia. Czasami ślad jest fizyczny, czasami pojawia się dopiero znacznie później, kiedy nie trzeba już przed nikim udawać, że wszystko jest pod kontrolą. Przeszłość cały czas idzie z nim dalej, przypomina o błędach, o ludziach, których nie udało się ochronić, i o obietnicach, z których nie potrafi się wycofać tylko dlatego, że ich dotrzymanie zaczęło być niebezpieczne.
Chyba właśnie dlatego tak dobrze pisało mi się jego historię, bo mimo całego świata, który wokół niego zbudowałem, Sebastian przez cały czas pozostał dla mnie kimś bardzo zwyczajnym w najważniejszym znaczeniu tego słowa. Jest Polakiem, ma rodzinę, pracę, swoje przyzwyczajenia, słabości i problemy, a później zostaje postawiony w sytuacji, która krok po kroku odbiera mu wszystko, co wcześniej uważał za pewne.
Nie walczy dlatego, że chce wygrać za wszelką cenę i nie potrzebuje być bohaterem dla kogokolwiek.
Wystarczy mu świadomość, że czasami odwrócenie wzroku również jest decyzją, a są ludzie i są rzeczy, wobec których on po prostu nie potrafi tego zrobić.