Geneza postaci  

Kiedy tworzę bohatera, nie zaczynam od koloru oczu, wzrostu czy ubrania, bo to są rzeczy, które można dopisać później. Znacznie ważniejsze jest dla mnie to, czego ten człowiek nigdy nie powiedziałby o sobie głośno, czego się boi, czego się wstydzi, co stracił i jaką decyzję podjął kiedyś, chociaż do dziś próbuje sobie tłumaczyć, że nie miał innego wyjścia.

Dopiero kiedy wiem już, co siedzi w nim najgłębiej, zaczyna pojawiać się cała reszta, czyli twarz, sposób mówienia, gesty, ubranie czy drobne przyzwyczajenia, które później czytelnik zauważa, choć nie zawsze od razu wie, skąd się biorą.

Najbardziej interesują mnie bohaterowie, którzy są wewnętrznie sprzeczni, bo właśnie tacy wydają mi się najbardziej prawdziwi. Człowiek może chcieć bliskości i jednocześnie nikomu nie ufać, może pragnąć prawdy, ale bać się tego, co ona zmieni, może próbować chronić rodzinę, a jednocześnie podejmować decyzje, które sprowadzą na nią jeszcze większe zagrożenie.

Nie lubię postaci jednoznacznych, bo w życiu również rzadko spotykamy ludzi całkowicie dobrych albo całkowicie złych. Dobry człowiek potrafi zrobić coś niewybaczalnego, a ktoś pozornie bezwzględny może w jednej chwili okazać więcej lojalności niż wszyscy pozostali.

Dlatego każdemu bohaterowi daję przeszłość, nawet jeśli większość z niej nigdy nie pojawi się w książce. Muszę wiedzieć, dlaczego zachowuje się właśnie tak, dlaczego czegoś unika, czego nie potrafi wybaczyć i gdzie znajduje się granica, której według niego nigdy nie przekroczy.

A później najciekawsze jest już tylko sprawdzenie, co stanie się wtedy, kiedy nie będzie miał wyboru i właśnie tę granicę będzie musiał przekroczyć.

Dopiero wtedy bohater naprawdę zaczyna żyć.