Trzy metry i jeszcze głębiej
Tytuł „Tam i z powrotem + trzy metry” nie narodził się przy biurku ani podczas układania fabuły. Był ze mną dużo wcześniej, bo dokładnie takie słowa mamy z Anią wygrawerowane na naszych obrączkach: „Tam i z powrotem + trzy metry”.
To zdanie było nasze, miało swoje znaczenie jeszcze zanim pojawił się Sebastian Orwicz, Ingrid, Jacek i cała historia, która później rozrosła się do trzech tomów. Kiedy zacząłem pisać pierwszą książkę, właściwie od początku wiedziałem, że właśnie ten napis chcę przenieść na okładkę, bo skoro sama książka powstała z obietnicy złożonej Ani, jej tytuł również powinien mieć początek gdzieś blisko nas.
I tak z jednego zdania wygrawerowanego na dwóch obrączkach narodziło się „Tam i z powrotem”, które później stało się nazwą całej trylogii, oraz „+ trzy metry”, czyli dosłowny tytuł jej pierwszego tomu.
Dopiero później te słowa zaczęły nabierać kolejnych znaczeń wraz z historią, bohaterami i tym wszystkim, co wydarzyło się na kartach książki, ale ich początek jest znacznie prostszy i dla mnie dużo ważniejszy.
Zaczęło się od dwóch obrączek i jednego zdania, które miało pozostać tylko między mną a Anią, a ostatecznie trafiło na okładkę książki i dało nazwę całej trylogii.
